Barenboim o muzyce, Internecie i polityce

Barenboim wspominał swoje spotkania z najwybitniejszymi muzykami naszych czasów – m.in. pianistą Arturem Rubinsteinem oraz dyrygentami Wilhelmem Furtwaenglerem i Leopoldem Stokowskim.- Można powiedzieć, że Artur Rubinstein mnie namaścił, gdyż spotkał moją matkę, kiedy była w ciąży. Słyszałem go też kiedy byłem mały, w Tel Awiwie. Wykonywał wówczas Koncert fortepianowy f-moll Chopina. Przed Wilhelmem Furtwaenglerem grałem jako 11-letni chłopiec. Był to ostatni rok jego życia. Spodobała mu się moja gra i zaprosił mnie na prowadzone przez siebie próby „Don Giovanniego” Mozarta w Salzburgu. Po latach czytałem jego dzienniki. Zawarł w nich swoje przemyślenia na temat natury, filozofii i esencji muzyki. Myślę, że wywarły one na mnie większy wpływ niż tamto spotkanie – mówił Barenboim.Przed Leopoldem Stokowskim 12-letni Barenboim grał w mieszkaniu słynnego polskiego kompozytora, Aleksandra Tansmana. – Stokowski był wspaniałym muzykiem. Wzbudzał respekt, a zarazem lubił prowokować. Spodobała mu się moja gra i zapytał, czy chciałbym wystąpić jako solista z orkiestrą w Nowym Jorku. Odpowiedziałem, że oczywiście tak.

Co chcesz zagrać? – pytał dalej Stokowski. III Koncert fortepianowy Beethovena – odpowiedziałem. Zagrasz w takim razie I Koncert Prokofiewa. I tak się stało – wspomina pianista.Publiczność pytała Barenboima, czy woli dyrygować, czy też lepiej się czuje przy fortepianie. -Nie mógłbym powiedzieć, że wolę jedno lub drugie. Dyrygent to jedyny człowiek w orkiestrze, który nie ma bezpośredniego kontaktu z samym dźwiękiem. Muzykę tworzy każdy członek orkiestry. Najważniejsze jest, aby cały zespół orkiestrowy funkcjonował jak jeden organizm, oddychał jak jedne płuca.

Taki moment zdarza się rzadko, ale wiąże się z niezwykłym szczęściem. Fortepian natomiast, mówiąc obiektywnie, jest bardzo nieinteresującym instrumentem ze względu na samo brzmienie. Wszyscy wielcy pianiści grają na fortepianie w orkiestrze, którą mają w wyobraźni – mówił Barenboim. (PAP)